Dziś

Temp: -2°C
1021 hPa
Temp: -2°C
1023 hPa
Najmłodszym i jedynym żyjącym spośród trzech, najbardziej dotychczas sławnych oraz utytułowanych skoczków
rodem ze Szczyrku jest Stafan Hula. Urodził się 12 września 1947 roku w Szczyrku. Jego matka pochodzi
z rodziny Hulów z dawien dawna osiadłych pod Zwaliskiem i gospodarujących na Hali Skrzyczeńskiej.
Wychowywał się on u swoich kochanych dziadków: Zofii i Jana Hulów, którym wiele zawdzięcza.
Wspomina ich bardzo mile, ciepło i ze łzami w oczach. Od wczesnego dzieciństwa rwał się do nart,
ale rozważni dziadkowie nie pozwolili mu zbyt wcześnie rozpocząć systematycznych treningów.
W 1954 roku rozpoczął naukę w Szkole Podstawowej nr 2 w Szczyrku Górnym. Dopiero w wieku 13 lat zaczął
trenować i startować. Jego pierwszym trenerem był mgr Bolesław Węgrzynkiewicz z BBTS Bielsko.
Temu klubowi Stefan Hula jest wiemy do dziś i obecnie trenuje w nim młodych zawodników.
Pierwszym sukcesem w jego karierze zawodniczej było mistrzostwo powiatu bielskiego wywalczone w skokach.
Dostał wtedy pierwszą "nagrodę" - dyplom. Ogląda go do dzisiaj, bo przecież od niego wszystko
się zaczęło, a jego wartość dla Stefana jest prawie unikalna. W latach 1961 -1964 uczył się zawodu
elektryka w Zasadniczej Szkole Zawodowej na ul. Woroszyłowa (obecnej ul. Sikorskiego) w Bielsku-Białej.
Równocześnie intensywnie trenował, godząc to zajęcie z nauką w szkole m.in. dzięki serdecznej opiece
znanego opiekuna młodych sportowców - prof. Józefa Drożdża. Po ukończeniu zawodówki przez wiele lat
pracował w Miejskim Zarządzie Budynków Mieszkalnych w Bielsku-Białej. W 1965 roku został powołany
do kadry narodowej i wyjechał pod opieką sławnego trenera mgr. Mieczysława Kozdrunia na pierwsze
zgrupowanie do Gdańska-Oliwy. Trenował jako skoczek.
Po raz pierwszy wyjechał na zawody międzynarodowe w 1967 roku z trenerem mgr. Bolesławem Węgrzynkiewiczem.
Osiągał coraz lepsze wyniki i dlatego często udawał się na zawody zagraniczne. Jak wspomina: "Mało kto miał
wtedy paszport, a ja miałem - to było coś". Ponieważ także dobrze biegał, powołano go do kadry narodowej
dwuboistów klasycznych. Początkowo nie lubił biegać, ale z czasem przekonał się do kombinacji norweskiej,
a osiągane wyniki zaczęły dostarczać mu satysfakcji. Był członkiem kilkuosobowej grupy polskich dwuboistów,
którzy w latach siedemdziesiątych należeli do ścisłej czołówki światowej (Stefan Hula, Józef Gąsienica,
Kazimierz Długopolski, Stanisław Kawulok, Jan Legierski). Pierwszy liczący się sukces osiągnął w 1971 roku
w Zakopanem, zajmując II miejsce w dwuboju rozgrywanym w ramach Spartakiady Armii Zaprzyjaźnionych
(uczestniczyli zawodnicy z byłych krajów tzw. demokracji ludowej). Wielką imprezą sportową poza granicami
kraju, w której brał udział, były Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Sapporo w 1972 roku, na których zajął 17 miejsce.
Igrzyska te znane są wszystkim Polakom z rekordowego skoku i złotego medalu Wojciecha Fortuny.
W Sapporo polscy skoczkowie po raz pierwszy startowali na nowoczesnych skoczniach.
Na pierwszych treningach
polscy skoczkowie przegrywali o 6-8 metrów z ja-pońskimi przedskoczkami. "Te treningi wykańczały nas Polaków nerwowo".
Na nic były plany, postanowienia i ambicje. Następne dni okazywały się jeszcze gorsze. Załamania zawodników, nawet
najlepszych, na prestiżowych zawodach nie sprzyjały osiąganiu wyników na miarę rzeczywistych możliwości.
W 1973 roku Hula zdobył mistrzostwo Polski w kombinacji. W tym też roku został szczęśliwym ojcem.
Stefanowi urodził się syn Przemysław. Życiowy sukces, którym wpisał się do historii światowego sportu, osiągnął
podczas Mistrzostw Świata w Falun (Szwecja) w 1974 roku. Los mu sprzyjał. Zdobył brązowy medal. "Na skoczni warunki
były takie, jak lubił - odwilż. Warunki obiektywnie trudne. Ale dla niego szansa na "odskoczenie" od innych.
Na drugi dzień mroźno. Dobre warunki do biegu. Wykorzystał je w pełni. Od czwartego miejsca dzieliło go 0,7 punktu
być może trzy słabsze pchnięcia na 15-kilometrowej trasie. Od zdobywcy złotego medalu także niewiele: 2,7 punktu".
Trzecie miejsce było do niego jakby "przypisane" (często zajmował je w ważnych zawodach). Duże sukcesy osiągnął
również w 1975 roku, zajmując II miejsce w Reith im Winki i Falunspeler oraz III miejsce w Austrii. Podczas
Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Innsbrucku (1976 rok) dobrze skakał (szóste miejsce), ale słabo pobiegł i ostatecznie
uplasował się na szesnastym miejscu. W tym też roku urodziła mu się córeczka Kasia. W następnych latach był w słabszej
formie. Decyzję o wycofaniu się ze startów podjął w 1978 roku. Na jej podjęcie wpłynęły słabe wyniki podczas Pucharu
Beskidów: dziewiąte miejsce w skokach na skoczni "Skalite" w Szczyrku oraz kilkadziesiąt metrów krótsze od jego rekordu
(92 metry) na skoczni w Wiśle Malince. Siódme miejsce podczas Memoriału Bronisława Czecha było ostatnim znaczącym
wynikiem, który jednak nie wstrzymał decyzji o zakończeniu kariery. Po męsku uznał, że czas jego startów minął i zajął
się szkoleniem juniorów BBTS Bielsko. Do niedawna był drugin trenerem małej 6-osobowej ekipy. Czołową w niej rolę
odgrywa 14-letni syn Stefan - junior, mający już za sobą sukces międzynarodowy w postaci tytułu mistrza świata dzieci,
który zdobył w 1998 roku. Jest to niewątpliwie utalentowany następca ojca. Kolekcja zdobytych przez niego trofeów
zaczyna liczbą dorównywać ojcowskiej kolekcji. Podobnie liczna jest kolekcja nagród i dyplomów 18-letniej córki Magdaleny.
Ta wyjątkowo miła, skromna, spokojna dziewczyna sama dobrowolnie wybrała "ślizgi na saneczkach". Dlaczego? Być może
na tę decyzję wpłynął fakt, że z okna ich domu widać koniec toru saneczkowego na Beskidzie, a z następnego domu
pochodzi dwoje znanych saneczkarzy Przybyłów: Katarzyna i Jan. Jeszcze jako juniorka Magda zajęła VI miejsce w Pucharze
Europy seniorów, co świadczy ojej możliwościach.
Stefan - senior na części stoku Beskidek, w pobliżu Domu Turysty wraz z mgr. Bolesławem Węgrzynkiewiczem i grupą
zapaleńców wybudowali małą skocznię dla początkujących zawodników. Jest jedną z czterech czynnych obecnie
skoczni. Zarówno Stefan - junior jak i Magda mają duże szanse na powtórzenie sportowych sukcesów ojca. Wyrośli
w rodzinie sportowej (mama Apolonia Hula z domu Porębska również jeździła na nartach), wcześnie zaczęli jeździć,
są niewątpliwie utalentowani, więc ich przyszłość - to złote medale. Wierzą w to ich rodzice, a my cierpliwie czekamy.
Stefan Hula - trener ubolewa nad tym, że jest coraz mniej chętnych do uprawiania sportów zimowych, zmalała liczba
czynnych skoczni i coraz trudniej zdobyć środki finansowe na sprzęt oraz organizację treningów i wyjazdy na zawody.
Możemy więc liczyć tylko na "cuda", które jak wiemy, zdarzają się jednak bardzo rzadko.