Dziś

Temp: -2°C
1021 hPa
Temp: -2°C
1023 hPa
Antoni Wieczorek urodził się 8 maja 1924 roku w Szczyrku. Był synem Józefa Wieczorka i Anny Wieczorek z domu Pilarz.
Miał trzech braci (Jana, Szymona i Bronisława) oraz trzy siostry (Marię, Annę i Julię).
Zaczął jeździć na nartach stosunkowo późno, w wieku 10 lat, kiedy był uczniem Szkoły Podstawowej w Górnym Szczyrku.
Nie należał do żadnego klubu. Jeździł dla przyjemności, jak większość dzieci w Szczyrku. Przed sama wojną w 1938 roku,
ukończył Szkołę Podstawową im. Tadeusza Kościuszki. W tym samym roku zaczął uczyć się zawodu kelnera w restauracji
u Wawrzynka, której właścicielem był Biskupek, a następnie Brandt. Na przełomie 1940/1941 roku z niewiadomych
powodów musiał uciekać ze Szczyrku. W czasie okupacji hitlerowskiej w latach 1941-1945 pracował ze starszym
bratem w Zakładach Chemicznych w Monowicach, a mieszkał w Oświęcimiu koło obozu koncentracyjnego.
Jego ojciec natomiast pracował przez całą okupację w Oświęcimiu - Brzezince.
Po zakończeniu wojny powrócił do Szczyrku i dzierżawił restaurację u Wawrzynka. Wtedy też wstąpił do klubu sportowego
pod nazwą Klub Narciarski ze swoim starszym bratem Bronisławem Wieczorkiem. Jak wspomina brat Bronek:
"Antek od pierwszych startów zwrócił na siebie uwagę żywiołowością i brawurą". Startował, podobnie jak Bronisław, przede
wszystkim w skokach, ale również w zjazdach i kombinacji alpejskiej. Był utalentowanym, uniwersalnym zawodnikiem.
Od 1946 roku zdobywał tytuły mistrza łub wicemistrza Śląska. Był pierwszym Polakiem, który osiągnął w skokach
narciarskich długość 100 metrów. Było to podczas zawodów na "mamuciej" skoczni w Planicy. Na te zawody pojechał
z nartami nie do lotów na "mamucie", lecz odpowiednimi na pięćdziesięciometrową skocznię.
Narty z wiązaniami ważyły 7 kg. Były wąskie, lekkie i nadawały się raczej na trening dla dzieci, a nie na poważne zawody.
Kiedy zobaczył narty Szwajcarów, Francuzów i Jugosłowian, był przerażony, zrozpaczony i bezsilny.
Zadawał sobie pytanie: Skakać, czy zrezygnować? Ambicja i odwaga zdecydowały. Stanął na rozbiegu, przeżegnał
się i skoczył... 100 m. Sukces ogromny, ale jaki heroizm. Wiara w opatrzność i szczęśliwąg wiazdkę dodały mu sił
i zyskał sławę. Okazało się, że nieznany w Europie Antek Wieczorek ze Szczyrku, z małej miejscowości, pobił
rekord Polski. Szczyrk "szalał" z radości a Antek od tego skoku stał się sławnym mieszkańcem Szczyrku.
On najwcześniej, jako pierwszy, swoim osiągnięciem rozsławił mało znaną wieś - miejsce swojego urodzenia
i zamieszkania. Klub Narciarski Szczyrk, założony w 1937 roku, a reaktywowany po wojnie, w 1948/1949 roku
przemianowany na LZS, otoczył go opieką. Zakupiono mu narty i podarowano buty. Przestrzelone przez kulę,
niemieckie buty były powodem zazdrości innych członków - zawodników klubu. W tym samym roku 1948 w Szklarskiej
Porębie w konkursie skoków długością skoku większą o 6 metrów w dwóch skokach pokonał Stanisława Marusarza.
Był inicjatorem pokrycia skoczni w Biłej matami ze słomy. Dzięki temu pomysłowi można było odbywać zawody
w lecie oraz trenować praktycznie cały rok. Rok 1948 dla Antoniego Wieczorka był szczęśliwy.
Oprócz sukcesów w sporcie znalazł też "szczęście swojego życia". 30 października ożenił się z Cecylią Gaj
dzik z Katowic. W następnym - 1949 roku - urodził im się syn, któremu dał na imię Stanisław.
Szczęśliwy ojciec zapewniał wszystkich, że syn będzie również narciarzem.
Pierwszy raz mistrzem Polski Antoni Wieczorek został w 1954 roku. W pięknym stylu pokonał wszystkich
polskich skoczków w konkursie na Dużej Krokwi. Drugi w konkursie Stanisław Marusarz miał skoki o 1,5 m krótsze.
Antek Wieczorek wygrał też międzynarodowe zawody w Oberhof, ustanawiając rekord skoczni.
Po zawodach o Memoriał Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny, przystąpił do próby pobicia rekordu skoczni.
Marusarz oddał najdłuższy skok długości 92,5 m, lecz zakończony upadkiem. Rekordowy skok długości 91 m
(9,5 metra dłuższy od dotychczasowego rekordu skoczni) oddał Antoni Wieczorek. Drugi raz mistrzem Polski
został w 1955 roku. W następnym roku, przed olimpiadą rozbił się na skoczni, doznając licznych urazów.
Stracił więc szansę na udział w olimpiadzie. W 1958 roku, w czasie tygodnia sportów w Oberhofie,
Antek Wieczorek zajął trzecie miejsce przed skoczkami światowej sławy Glassem i Lesserem.
Przed mistrzostwami świata w Lahti w 1958 roku na pierwszym treningu, bezpośrednio po podróży, upadł.
Stracił przytomność. Pozbawiony więc został szansy na dobre miejsce w konkursie.
W grudniu 1961 roku na zawodach w Seefełd (Austria) uplasował się na 2 miejscu, ustanawiając nowy
rekord skoczni. W 1962 roku w ogólnej punktacji Turnieju Czterech Skoczni zajął piąte miejsce, mając już
wtedy 38 lat. Znalazł się w ścisłej czołówce skoczków świata. Uważano go wtedy za kandydata do medalu
w zbliżających się mistrzostwach świata w Zakopanem. Na treningach demonstrował świetną formę.
W czasie jednego z końcowych treningów na Krokwi upadł. Skutki tego upadku okazały się bardzo poważne.
Nie wrócił już nigdy na skocznię, którą tak kochał jako zawodnik. Wtedy wydawało mu się, że stracił wszystko
co posiadał. Sport był jego życiem i powołaniem, bez niego nie widział sensu życia. W latach 1962/1963 zbudował
skocznię na Zbójnickiej, na Jeziorze, uczestniczył w przebudowie skoczni na Skalitem. Pozostał w klubie
jako trener do 1966 roku. Był trenerem wicemistrza świata - Antoniego Łaciaka. W latach 1967-1969 pełnił
funkcję trenera kadry narodowej skoczków. Po zakończeniu kariery zawodniczej został działaczem nie po to,
by zarabiać, lecz by działać i zdziałać coś dla sportu. Jako trener walczył przede wszyst-kim o dobry sprzęt.
Wprowadził innowacje do ćwiczeń na treningach. "Prowadził ciągłe wojny z Radą Główną PZN o sprawiedliwy
i sensowny podział funduszy i stawianie na pierwszym miejscu potrzeb zawodników".
Był wrogiem wydawania pieniędzy na cele mało pożyteczne dla sportu. Większość sportowców uważała go za fanatyka
sportu. On powtarzał: "Ja kocham sport, ale prawdziwy i uczciwy". Niektórzy tego nie rozumieli albo nie chcieli
zrozumieć. Przecież przestrzegał on jako trener surowo zasad prawdziwej, sportowej walki. Dużo wymagał od siebie
i innych. Dziś, gdy doping jest powszechny, wydaje się to dziwne, a jednak wówczas tak było. Zawsze uśmiechnięty,
życzliwy, "wprost mówiący co myśli" wzbudzał szacunek swoją osobą. Sądzę, że nie sposób nie wspomnieć najlepszej
cechy jego charakteru - pracowitości. Troje z jego rodzeństwa jeździło na nartach: Bronisław, Anna i Julia,
ale żadne nie osiągnęło tego, co on. Może to wyjątkowy talent, ale czy tylko? Będąc zawodnikiem, pracował
na utrzymanie rodziny i równocześnie ukończył technikum handlowe, co świadczy o ogromnej pracowitości i silnej woli.
Ten, który najwcześniej rozsławił Szczyrk, oceniając już na emeryturze swoje sportowe życie, podkreślał, że grono
ówczesnych zawodników chciało za wszelką cenę pokazać światu, że Polacy istnieją zwyciężają i liczą się na arenie
międzynarodowej. To była ich jedyna motywacja, a nie chęć zysku. Dokonywali tego, posuwając się do szaleńczych
wręcz wyczynów. To był ogromny patriotyzm, zrodzony i ukształtowany w biednej wiejskiej rodzinie.
Na zawodach międzynarodowych za wszelką cenę chciał osiągnąć sukces, by rozsławić Polskę i rodzinny Szczyrk.
Brzmi to dumnie i godnie, a była to naszego krajana życiowa dewiza. Nadzieją i marzeniem Antoniego Wieczorka było,
aby jego syn Stanisław kontynuował uprawianie sportu w rodzinie. "Stasiu" - bo
tak o nim mówił ojciec - jeździł
na nartach, nawet skakał, ale nie czuł tego i nie widział w czynnym uprawianiu sportu sensu życia.
Będąc studentem AWF-u w Krakowie przestał uprawiać sport zawodniczo i dotąd jeźni na nartach dla przyjemności.
Po ukończeniu studiów pracował kilka lat na uczelni ale nie odziedziczył talentu po ojcu, a szkoda.
Jest trenerem klasy II w narciarstwie klasycznym i to mu sprawia satysfakcję. Instruktorem narciarskim
jest również jego córka - wnuczka Antoniego Wieczorka. Aktywne życie Antoniego przerwała nagła śmierć.
Zginął 16 sierpnia 1992 roku w Złotej Morawie na Słowacji w wypadku drogowym podczas powrotu do domu
z wakacji spędzonych na południu Europy.